Stary projekt w nowym domu

Znany i kochany projekt Warzone 4 znalazł nowy dom – po sąsiedzku zresztą. Plan jest taki, aby dziennie publikować co najmniej jednego newsa z czymś – statystykami oddziału (cały czas bez loadoutów – ten kawałek jeszcze co-nieco leży), fragmentem zasad czy kilkoma czarami. Na razie są cztery newsy ze statystykami czterech oddziałów Algerotha (i ich bronią). Zapraszam.

Czerwony autobus…

Razorback wspomniany w jednym z poprzednich postów. Cały blacklining zrobiony przy pomocy gwaszy a ubłocenie (dość delikatne) pigmentami mieszanymi z Wyborową (menele z przystanku by się popłakały…). Pierwszy pojazd w 28mm pomalowany przeze mnie od dawna (Verminów nie liczę), do tego jeszcze jest to wynik “akcji ratunkowej” – zaczynał swoją karierę jako wyjątkowo kiepsko zrobiony Chaos Predator kupiony za śmieszne pieniądze na serwisie aukcyjnym. Assault Cannony pochodzą ze starego pudła z Land Raider Crusaderem.



A tu z pasażerami i Dreadnoughtem w tle…

Drobiazgi modelarsko-malarskie

Krótki kawałek tutorialowo-reklamowy. Jak wiadomo, pigmenty takie, jako te na fotce poniżeją całkiem niezłym i łatwym sposobem na “przybrudzenie” modelu.


Niestety mają jedną wadę – za nic nie trzymają się powierzchni. Wystarczy po niej przejechać palcem, albo np. spróbować położyć lakier (czy to sprayem, czy pędzlem) – znikają. Co zrobić? Aby trzymały się powierzchni, trzeba je czymś rozrobić, pomalować nimi pożądany obszar i poczekać, aż wyschną. Można rozrabiać je wodą – w takim jednak wypadku trzeba liczyć się z baaardzo długim czasem schnięcia. Można terpentyną – ta jednak paskudnie śmierdzi, a do tego trzeba po nią pójść do sklepu. Rozrabianie z lakierem bezbarwnym działa świetnie, jeśli chodzi nam o “grubszą” warstwę – np. zbierane jakiś czas pokłady błota, ale nie sprawdza się zbytnio, jeśli oczekujemy cienkiej warstewki. Można jednak użyć odczynnika, który niemal na pewno znajdzie się w każdym domu:

Tak, tak… Wystarczy kropelka albo dwie wódki albo spirytusu na cały czołg albo oddział piechoty. Rozrabiamy pigment, malujemy, czekamy aż wyschnie (a schnie, w przeciwieństwie do wody, błyskawicznie), przecieramy watą aby uzyskać stopień pobrudzenia nieco wyższy niż “docelowy” (po lakierowaniu trochę pigmentu ubywa mimo wszystko), traktujemy sprayem. Works every time…

Inny problem, z którym często można się spotkać, to zrobienie sensownego blackliningu na pojazdach. Po prostu jakby się nie starać, zawsze uda się zababrać linie podziału jakąś farbą – a przy poprawianiu tego zababrania czarnym, jak nic popsujemy coś gdzieś indziej. Sensowną alternatywą dla precyzji i cierpliwości jest użycie gwaszy (dla mniej obytych – trochę droższe plakatówki). Dlaczego? Ze względu na ich skład (w temat nie chcę wchodzić – można poszukać w necie) po zaschnięciu możemy je – w przeciwieństwie do akryli – usunąć z powierzchni wilgotną watą, pędzlem, czy nawet poślinionym palcem. Możemy je więc wykorzystać do poprawienia (czy nawet zrobienia od początku do końca, w wypadku malowania modelu aerografem) wgłębionych linii podziału nie przejmując się zbytnio precyzją – po prostu nadmiar usuniemy (najlepiej po zaschnięciu farby) czymś lekko wilgotnym, po czym lakier zabezpieczy gwasz pozostawiony we wgłębieniach.


Z zestawu powyżej (albo innego podobnego) naprawdę potrzebna jest nam czarna farbka tylko – ale 10-20 złotych za całość to nie jest koszmarny wydatek, a kto wie – może i pozostałe kolory się do czegoś przydadzą… Robiłem przy pomocy gwaszy blacklining na Razorbacku (fotki pojawią się, jak je zrobię) i jestem zadowolony z efektów.

Exorcists Dreadnought

Tactical Squad po potraktowaniu odrobiną pigmentu (pobrudzone błotem nogi) razem ze starszym kolegą z wojska – pierwszy z moich Dreadnoughtów, Darius – prosto z Assault on Black Reach


Trochę po zrobieniu tej fotki poprawiłem kilka szczegółów na dredziu (żółty dostał się w kilka miejsc, gdzie go nie powinno być) – ale już nie chciało mi się fotografować jeszcze raz. Przy innej okazji może…

Przy okazji, spostrzegawczy zobaczą, że sierżant od jakiegoś czasu się nie golił. Pomalowanie krótkiego zarostu (1-2 dni) na twarzy i głowie jest tak proste, że aż wstyd – wystarczy pociągnąć miejsca, które mają wyglądać na niedogolone lekko rozwodnionym Fortress Grey (jeśli zarost ma być siwo-szary, inne kolory w innych wypadkach) i po problemie 😀

Space Hulk okiem marudy

W poniedziałek wieczorem (około 21) dotarła do mnie paczka z dzikiego kraju, zawierająca Space Hulka. Kurier z UPS trochę marudził (GW nie uznało za stosowne dodać informacji o moim numerze komórki do danych przekazanych firmie – a w sobotę byłem w pracy zamiast czekać na paczkę w domu), ale niech wie, za co kasę bierze 😀 . 2 przecięte warstwy opakowania później zabrałem się za macanie zawartości pudełka.
Pierwsze wrażenie bardzo dobre – mocne pudełko (lepsze od gier FFG – a to dużo), wypchane w całości. Masa wyprasek z figurkami, pół tony kartonu, kostki, klepsydra, ładnie wydane podręczniki – po prostu śliczne wydanie. Pod względem jakości części jest to najlepszy Space Hulk w historii. Zachwyty nad figurkami sobie odpuszczę – wszyscy zainteresowani widzieli rewelacyjne fotki na stronach GW.
Po pomacaniu składników rzuciłem się na instrukcje (obie). Pierwsze wrażenie: “Space Hulk jak zwykle”. Drugie wrażenie: “Pierwsza edycja Space Hulka” (dobrze, druga była za łatwa dla Marines). Trzecie: “Ale ktoś w tej pierwszej edycji namieszał”. Zmian jest sporo – od sierżanta dającego “przerzut” na Command Pointy, przez nowy system mocy psychicznych dla Librariana po bonus z Sustained Fire dostępny w Overwatch’u i akcję Guard. Sama obecność Librariana i termosów z Assault Cannonem, pazurkami czy młotkiem to zresztą spora zmiana w porównaniu z podstawką pierwszej edycji – te elementy weszły dopiero w dodatku Deathwing.
Druga instrukcja – z misjami – to już mniej niespodzianek. Wstawienie termosów z “nowymi” zabawkami do oryginalnych misji to żadna niespodzianka. Tylko 12 misji – też żadna, więcej pewnie pojawi się w sieci albo White Dwarfie (bo generator losowych misji zamieszczony już w sieci to jakaś pomyłka), zresztą – można skonstruować własne. Miłym akcentem jest duża ilość fluffu, łącznie z indywidualnymi historiami każdego termosa – “zginął Brat Zael” i “o, spadł termos z grillem” dają różne wrażenia z gry 😉 .
Teraz będzie marudzenie.
Ktoś w GW wyraźnie nie uruchomił mózgu. Od pierwszej edycji Space Hulka zawsze pojawiał się ten sam problem – ustawienie Genestealerów w rządku w korytarzu było… dość trudne. Sensowne rozstawienie ich w pokojach – jeszcze trudniejsze. W końcu figurki genków zajmowały zawsze sporo miejsca przez rozstaw łapek. Nowe, superśliczne figurki genków i termosów zajmują jeszcze więcej miejsca – termosy w dynamicznych pozach i “nowym” rozmiarze, genki takoż w dynamicznych pozach i z elementami terenu. Generalnie wszystkie te figurki proszą się o 40mm podstawki – niestety korytarze zostały, po staremu, ustawione pod 25mm. Co mi po kompatybilności ze starymi korytarzami (nawet nie sprawdzałem, czy występuje) – chciałbym korytarze kompatybilne z figurkami w pudełku… Pewnie, korytarze ustawione pod 40mm podstawki byłyby większe, pewnie gra kosztowałaby parę funtów więcej i zajmowała większy stół – ale byłoby sensowniej.
Figurki… śliczne są. Niestety kontrola jakości siadła na pewnym etapie – jedna z wersji genka ma np. 3 ręce zamiast 4. Po dokładnym obejrzeniu figurki widać, że rzeźbiarz pamiętał o części ręki, ale reszta mu jakoś umknęła… Terminatorzy są przeładowani heraldyką i bajerami wszelakimi, przez co chętni do zrobienia z nich członków zakonu innego niż Blood Angels mają przed sobą duuużo niszczenia figurek (albo ściemniania). Czasem te “dekoracje” są bezsensowne – gość z miotaczem ognia ma na sobie masę Purity Seals.
Figurki mają jeszcze drugą wadę – są dość delikatne. Na 100% można zapomnieć o trzymaniu czy transportowaniu ich w pudełku od Hulka po wycięciu z ramek. Demolka gwarantowana. Mam niejasne wrażenie, że figurki zostaną przeze mnie opodstawkowane (na 40mm), pomalowane (jak się trochę w 28mm podciągnę 😉 ) i postawione na półkę (czy też raczej omagnesowane i wpakowane do metalowego pudła ze skandynawskiego sklepu z meblami) – a do gry w Hulka będą służyć modele nieco starsze (gdyby korytarze były na 40mm, można by po prostu to metalowe pudło ze sobą nosić).
I jak już marudzę… skoro zasady zawierają elementy z Deathwinga, GW mogło zrobić “zbiorcze” wydanie zasad z podstawki i obu dodatków do pierwszej edycji. Oczywiście odświeżone (wspomniane modyfikacje zasad) itp – ale niech będzie wszystko. Nawet, jeśli nie do każdego elementu będzie figurka.
To by było na tyle marudzenia. Ocena:
Wykonanie części kartonowych 5/5
Wykonanie figurek 5/5 (dałbym i 10/5 gdyby nie wspomniane niedoróbki)
Użycie mózgu przy dwóch powyższych czynnościach 0/5
Zasady 3/5 (mogłoby być lepiej, do tego są podobno problemy ze zbalansowaniem – jak zwykle zresztą)
Ocena ogólna 4/5 dla zawziętego modelarza, 3/5 dla osoby szukającej planszówki, 1/5 dla osoby szukającej dobrej planszówki za rozsądne pieniądze

Exorcists Space Marines c.d.

Zrobionych do końca już dwóch Egzorcystów, dwóch kolejnych jest w malowaniu, do tego zacząłem paćkać pilota z Bitwy o Macragge (czy jak to się tam nazywało). W planach oczywiście dokończenie drużyny, potem Rhino albo Razorback i Dreadnought, na zmianę z dokończeniem ostatnich zombie i pomalowaniem figsów z Critical Mass Games (i jeszcze Epica gdzieś tam trzeba wcisnąć i skończenie Cork City). A potem jeszcze trochę do malowania zostało 😀




Swoją drogą – jak widać robię 1000 projektów malarsko-modelarskich na raz. Może to trochę bałaganiarskie, ale przynajmniej zapobiega znużeniu. Malowanie 30 modeli w ten sam sposób jest męczące – pomalowanie kilku, zrobienie kilku całkiem innych, powrót do poprzednich – to pozwala na podejście do całości sprawy jak do hobby, a nie pracy do wykonania.

Critical Mass Games – part two

Pomalowałem testowo 8 z figurek z Critical Mass Games (4 kolejne są w malowaniu). Figurki rządzą – proporcje są znacznie bardziej ludzkie niż w wypadku 15mm figurek z Battlefrontu czy Old Glory, poziom szczegółowości jest wysoki – przeskalowane do 28mm wypadłyby lepiej od znanych mi figurek niektórych firm (dotyczy to zwłaszcza Light Recon Troopersów – obecnie jeszcze w malowaniu). Biorąc pod uwagę przystępne ceny, darmową przesyłkę i jakość figurek – trudno ocenić je inaczej niż “zajebiste” (spokojnie poziom ostatnich produkcji Rebel Minis – które oceniam tak samo). Ciekawe, jak chłopakom wyjdą pojazdy…

Figurki Fleet Augments – piechota w pancerzach wspomaganych:

Figurki Fleet Drop Troopers – piechota w ciężkich nie-wspomaganych pancerzach:

Drop Troopers nie mają figurek żołnierzy z ciężką bronią – jedyny dostępny specjalista to gość rzucający granatem. W wypadku Light Recon’u problem ten niby nie występuje – są dostępni snajperzy i goście z wyrzutniami rakiet (fotki po pomalowaniu 😉 ), ale miło byłoby mieć jeszcze żołnierzy uzbrojonych w jakąś lekką broń wsparcia. Postanowiłem coś z tym zrobić – przerobiłem (używając noża i kleju) 4 Light Recon Trooperów i 8 Drop Trooperów na kaemistów. LRT przerobiłem ich karabiny na lekkie automaty przy pomocy luf i boxów na amunicję z Battlefrontowych amerykańskich kaemów .30cal, Drop Trooperzy dostali te same elementy z Battlefrontowych półcalówek. Konwersja była dość prosta – wystarczyło urżnąć oryginalne lufy, a boxy amunicyjne przykleić obok magazynka.

I jeszcze mały update posta – drużyna Drop Troopersów po pomalowaniu, w pierwszym rzędzie widać dwóch skonwertowanych kaemistów



Dostawa z Critical Mass Games.

116 figurek za 48 funtów – niezły wynik, nie? Właśnie dotarły do mnie figurki z Critical Mass Games. Premiera przewidziana jest niby na 20 sierpnia – ale ja dostałem je już dziś – 114 zamówionych figurek + 2 bonusowe testowe rzeźby. Poziom szczegółowości figurek i jakość odlewów są naprawdę wysokie, a same projekty – bardzo przyjemne (Halopodobne – ale ile różnych wariacji na temat pancerzy wspomaganych można wykombinować?). Obrazki wkrótce – ale na razie powiem tyle: nie jest to moje ostatnie zamówienie (zwłaszcza, że widziałem projekty kolejnych figurek, w tym pojazdów – rządzą :D)

A tu fotka rodzinna dostarczonych figurek: