Sny o potędze

Jakiś czas temu miałem fazę (zdaje się związaną z promocją w którejś z księgarń internetowych) na polskie technothrillery. Pomyślałem sobie, że w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, bym się podzielił wrażeniami z lektury. Post zawiera spoilery, więc jeśli ktoś bardzo chce być zaskoczony podczas czytania, proponuję udać się gdzieś indziej – np. tu (swoją drogą filmik warto obejrzeć i w wypadku, gdybyście jednak chcieli czytać dalej). Cały post dotyczy wyłącznie książek, w których współczesne Wojsko Polskie leje barbarzyńców* – pozostałe zostawię sobie na inną okazję.

* barbarzyńca – człowiek mówiący innym językiem

Seria 1939.com.pl

Zacznijmy od (spoiler) najlepszej moim zdaniem serii, zaczynającej się od książki pod tytułem 1939.com.pl. Autorem serii jest niejaki Marcin Ciszewski, a wydane w niej książki to 1939.com.pl, Major, 1944.waw.pl i www.ru2012.pl.

Pomysł całej serii jest dość standardowy (tzn. czytałem podobnych tekstów już całkiem sporo) – oddział nowoczesnej armii przenosi się w przeszłość (popularnym okresem docelowym jest 2 Wojna Światowa) i dołącza się zadymy. Tym razem podróż w czasie nie jest przypadkowa, a wycieczkowicze to kolejna zmiana PKW Afganistan – wyposażona szczodrze w sprzęt pancerny i artyleri, jak również pluton US Marines. Rok docelowy – jak się nietrudno po tytule domyśleć – to 1939. W kolejnych częściach odwiedzimy m.in. Warszawę w czasie Powstania i będziemy świadkami bitwy między Wojskiem Polskim z roku 2012, Armią Czerwoną z (IIRC) lat 70-80 i SS z ostatnich miesięcy 2 Wojny (a wszystko to w 2012).

Lektura godna polecenia z kilku powodów. Pierwszy to dość ciekawe założenie zrobione przez autora. W większości tego typu książek współczesne wojsko leje wszystkich na lewo i na prawo, zmieniając znacząco historię (patrz np. seria Axis of Time – którą btw. polecam). W tej serii historia pozostaje niemal nie zmieniona – wzmocniony batalion współczesnego zmechu co prawda mocno bruździ Niemcom w 39 roku, ale kampania wrześniowa i tak ostatecznie zostaje przegrana. Wygrane Powstanie Warszawskie wiele nie zmienia – w skutek “wyzwoleńczego” marszu Armii Czerwonej nasz kraj i tak trafia do obozu socjalistycznego (ze wszystkimi tego skutkami)…

Drugi powód to orientacja autora “w temacie”. Było parę momentów, w których stwierdzałem “nie, to niekoniecznie tak”, ale było ich niewiele – ogólnie prezentowany przez niego poziom wiedzy na temat sprzętu (zarówno z okresu 2 Wojny jak i współczesnego), taktyki itd. jest znacznie wyższy, niż średnia u autorów technothrillerów.

Trzeci powód to to, że to zwyczajnie sensowny kawał literatury. Może nie “wysokiego poziomu” – ale dającej radę. Fabuła nie jest w 100% przewidywalna, bohaterowie są tylko ludźmi. Daje radę, Pietia poleca.

Vladimir Wolff

Druga seria została napisana przez zawodnika ukrywającego się pod pseudonimem Vladimir Wolff. Składa się z następującch tomów: Stalowa Kurtyna, Czerwona Apokalipsa, Piaski Armagedonu, Północny Sztorm, Horyzont Zdarzeń i Doktryna Wolffa. Co prawda akcję śledzimy z perspektywy różnych postaci, ale głównym bohaterem całej serii jest niejaki Andrzej Wirski – żołnierz 1 Pułku Specjalnego.

Cała seria zaczyna się od niezbyt przyjacielskiej wizyty złożonej nam przez Białorusinów wspieranych (po cichu) przez Rosjan. W wyniku tej wizyty WP ponosi spore straty, a duża część kraju zostaje zrujnowana. Potem robi się weselej – załapiemy się m.in. na interwencję na Ukrainie, wojnę na Bliskim Wschodzie i polsko-amerykańską inwazję na Rosję (nie zgadniecie, kto wygrywa…).

Akcja tych 6 książek obejmuje lata 2009-2017 – i jest to jedno z moich wielu zastrzeżeń do tej serii. Co prawda w takiej np. Stalowej Kurtynie ostatecznie udaje się nam odeprzeć dzikie hordy ze wschodu – ale rok po tak poważnej wojnie powinniśmy być na etapie kombinowania jak i za co odbudować armię, a nie interweniować na Ukrainie. Autor nie do końca chyba przemyślał problem p.t. “ile kosztuje współczesna armia i jak długo trwa i ile kosztuje szkolenie”

Kwestia czasu potrzebnego na szkolenie jest zresztą pomijana przez autora wielokrotnie. Nie pamiętam, czy było to w Horyzoncie Zdarzeń czy Doktrynie Wolffa – obie książki dotyczą tego samego konfliktu – Amerykanie nagle poczuli przypływ ciepłych uczuć do naszej ojczyzny i postanowili pomóc nam dostawami sprzętu wojskowego. Dostaliśmy masę sprzętu pancernego, śmigłowców szturmowych, samolotów wielozadaniowych i innego takiego drobiazgu zupełnie za darmo (też trudno uwierzyć), po czym udało się ten sprzęt rzucić na front niemal z marszu. Zgarnięci z ulicy zupełnie zieloni żołnierze błyskawicznie opanowali nie tylko samo użycie tego sprzętu na polu walki, ale też jego remonty, eksploatację itp. Zabawne jest to wielce. Nie wiem, po co wykładamy takie ciężkie pieniądze na szkolenie – wystarczy sprzęt zmagazynować i na wypadek “W” po prostu powołać do woja losową grupę ludzi, znajdą się w niej świetni piloci, pancerniacy, piechurzy itp…

Jeśli chodzi o sprzęt i jego użycie Pan Wilk również niestety pracy domowej nie odrobił. Nie raz i nie dwa nieźle uśmiałem się czytając, jak to załoga Abramsa ładuje pocisk HESH (typ pocisku czołgowego używanego tylko przez Brytoli i to w działach gwintowanych a nie gładkolufowych) albo załoga Apache latając bezpośrednio nad liniami wroga nie zauważa ukrytego przez dym działka plot…

Ogólnie – nie polecam, nie odradzam. Można poczytać, ale raczej kupione na wyprzedaży niż za pełną cenę i tylko, jeśli macie zbyt dużo wolnego czasu. Jeśli macie znajomego chodzącego na co dzień w mundurze – zabawne może być pożyczenie lub sprezentowanie mu tych dzieł i późniejsze spytanie o wrażenia.

Wschodni Grom

Ostatnia książka na dziś to Wschodni Grom niejakiego Jakuba Pawełka. Z tego, co wiem, jest to jego debiut literacki i nie jest (póki co) częścią żadnego cyklu.

Ogólnie fabuła książki przedstawia się tak: na terenie Polski odkryte zostają ogromne złoża gazu łupkowego. Zabieramy się za budowę infrastruktury do jego eksploatacji i eksportu, ktoś nam tę budowę sabotuje. Podejrzewamy Ruskich, oni twierdzą, że to nie oni. W tym samym czasie Chińczycy chcą kupić pakiet kontrolny Gazpromu, Ruscy nie chcą sprzedać. Sytuacja robi się napięta, na granicy z Obwodem Kaliningradzkim zaczynają się niewielkie starcia między Rosjanami a naszymi. GRU i SKW (czy może ABW – nie pamiętam już) współpracują ze sobą, by ustalić, kto próbuje sprowokować konflikt. Następnie Chińska Armia Ludowa zabiera się za zwiedzanie Rosji, gdy dotrą już do części europejskiej naszym wywiadowcom udaje się ustalić, że to właśnie Chińczycy organizowali prowokacje. Sytuacja Rosji jest fatalna, zawiązuje się jednak sojusz krajów Europy Wschodniej, który powstrzymuje marsz Chińczyków na Moskwę. Putin oddaje nam córki za żony i sprzedaje gaz po kosztach, kurtyna. W całym akapicie jedynym spoilerem jest “gaz po kosztach”, reszty można się spokojnie domyśleć z blurba i ilustracji na okładce.

Moje odczucia co do tej pozycji nie są jednoznaczne. Z jednej strony Jakub Pawełek odrobił pracę domową zdecydowanie lepiej, niż np. Mr Wolff – zdecydowanie mniej pomyłek dotyczących możliwości sprzętu, użytej w opisanych starciach taktyki itp. Z drugiej – jako całość książka jest dość absurdalna. Pomińmy nawet kwestię prawdopodobnej reakcji krajów koalicji na konflikt Rosyjsko-Chiński (gdzie mój popcorn?!) – ale siły, jakie skierowały do walki kraje koalicji antychińskiej niespecjalnie miałyby szanse zdziałać cokolwiek (o rozgromieniu skośnookich nie wspominając). Jedynym naprawdę prawdopodobnym elementem całego tego biznesu jest to: jeśli Rosjanie nadal głównego zagrożenia będzie upatrywać na zachodzie, Chińczycy wezmą ich od tyłu bez pytania o zgodę i bez wazeliny. Ocena ostateczna – na wyprzedaży można, czemu nie. Jeśli ktoś ma mało czasu, w zamian polecam popularną swego czasu w (wówczas jeszcze) LWP piosenkę Nie oddamy Chinom Związku Radzieckiego – wyjdzie na to samo, tylko z mniejszą ilością eksplozji.

Poczytaj mi, Pietio: Rip-Off

Czas trochę o rzeczach niezwiązanych z figurkami popisać. Zaczynamy więc nową serię postów z recenzjami książek. Od razu uwaga techniczna – część z tych, o których będę pisał dostępnych jest nie tylko jedynie w języku angielskim, ale do tego tylko w formie audiobooków (bardzo praktyczna rzecz w zatłoczonym autobusie albo przy malowaniu figurek). Zdecydowanie do tej grupy należy Rip-Off.

Rip-Off to zbiór 13 opowiadań fantastycznych. Jak to często bywa w takich zbiorach – łączy je wspólny motyw. W tym wypadku jest to tytułowy Rip-Off: autorzy mieli “ukraść” pierwsze zdanie z klasycznej książki (niekoniecznie fikcji!) i użyć go, jako pierwszego zdania we własnej historii.

Zarówno dzieła służące jako inspiracja, jak i tematyka opowiadań są dość zróżnicowane. Od “The Big Whale”, pokazującego z nieco innej perspektywy historię z “Moby Dicka”, przez rozpoczynające opowiadanie “Writer’s Block” zdanie z powieści “Paul Clifford”* po… pierwsze zdanie z Manifestu Komunistycznego, użyte w opowiadaniu “The Red Menace”. Gwarancji, że każde opowiadanie Wam się spodoba nie ma, ale zarówno sam pomysł, jak i “lista płac” są moim skromnym zdaniem solidne. Wśród autorów znajdują się m.in. Mike Resnick, Nancy Kress i John Scalzi. Z narratorów możecie kojarzyć np. Wil’a “Shut up, Wesley” Wheaton’a 😉 .

Rip-Off to (dla mnie) 12h dobrej zabawy. Szczerze polecam.

* – powieści pewnie nie kojarzycie, ale “It was a dark and stormy night, but it shouldn’t have been” pewnie kojarzycie.

Metatropolis

Jak pewnie zauważyliście, nie dzielę się swoimi wrażeniami z lektury książek jakoś wyjątkowo często. Jeszcze rzadziej zdarza mi się pisać o książkach, których nie czytałem ;). Metatropolis nie czytałem, a słuchałem – kupiłem sobie ją w postaci audiobooka z Audible. Nie żałuję ani centa.

Większość książek klasyfikowanych jako science-fiction to coś zupełnie innego (powieść marynistyczna, szpiegowska, wojenna…), ale w fantastycznych dekoracjach. Metatropolis to jednak prawdziwe science-fiction. Zbiór opowiadań osadzonych we wspólnym, stworzonym przez piątkę autorów świecie. Świecie, który – być może – zbliża się wielkimi krokami.

Cywilizacja zachodu w Metatropolis upada. Globalizacja okazała się pomyłką, kapitalizm zbyt rozrzutnie gospodarował zasobami naturalnymi. Paliwa kopalne są na wyczerpaniu, zmiany klimatyczne stają się coraz bardziej dotkliwe, a państwa “pierwszego świata” zaczynają tracić na znaczeniu nie tylko na arenie międzynarodowej – ale też na swoim własnym terytorium. Nie mają środków na utrzymanie infrastruktury, na wtrącanie się w życie swoich obywateli. Wygląda cyberpunkowo, tak? Jasne, tyle że w typowym cyberpunku w tym momencie pojawiają się potężne nadnarodowe korporacje, które przejmują rolę państw narodowych – i dalej wszystko jest po staremu… Metatropolis cyberpunkiem nie jest. Korporacje nie mogą przejąć władzy – bo same też mają poważne problemy. Globalizacja – jeden z elementów umożliwiających im zdobycie dzisiejszej pozycji graczy bogatszych od wielu państw – wymaga taniego transportu. Wyczerpywanie się paliw kopalnych nieco to utrudnia. Globalny przepływ informacji jest coraz łatwiejszy, globalny handel na masową skalę – wręcz przeciwnie. To, co może stać się w takim świecie faktycznie ważne – to lokalne społeczności i samowystarczalność poszczególnych regionów.

W takim właśnie świecie toczy się akcja opowiadań Metatropolis. Opowiadań, które pokazują, jak zmienia się świat, jak zmieniają się społeczeństwa, sposób życia. Można w tych opowiadaniach zobaczyć w jaki sposób nowa filozofia życia będzie powstawać na gruzach starej, jak żyje się w samowystarczalnym mieście i jak będą powstawać państwa funkcjonujące – sprawnie – wyłącznie w sieci. Co ważne – można to wszystko obejrzeć z perspektywy całkiem interesujących postaci.

Szczerze polecam Metatropolis – nie wiem, czy miało kiedykolwiek polskie wydanie, w oryginale można poczytać to zarówno w wersji wydrukowanej na martwych drzewach jak i elektronicznej, albo zrobić to co ja – posłuchać. Ja tymczasem wracam do miast przyszłości – niedawno zabrałem się za drugi zbiór opowiadań z tego świata – Metatropolis:Cascadia.

Polski James Bond

Jeszcze kilka dni temu sądziłem, że w życiu tego nie napiszę: znalazłem książkę, w której działania służb specjalnych są opisane jeszcze bzdurniej niż w Nocarzu 😀

Wczoraj wieczorem skończyłem “Chorągiew Michała Archanioła” niejakiego Adama Przechrzty. Ubaw po pachy… Bohaterem jest niejaki Janusz Korpacki: doktor historii, specjalista od cybernetyki społecznej, mistrz walki wręcz (w tym nożem), komandos na pół etatu, włamywacz, mistrz cukiernik… Gość tak doskonały we wszystkim co robi, że przez całą lekturę byłem stuprocentowo przekonany, że autorem książki jest osiemnastolatek przelewający na papier swoje młodzieńcze fantazje. Druga możliwość to to, że Przechrzta jest autorem scenariuszy do amerykańskich seriali – tam też podobnych zawodników nie brakuje.

Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że gość jest doktorem historii… To wiadomość dość istotna – część akcji dzieje się na uczelni. Z tego, co można się domyśleć – państwowej – w końcu historii i tym podobnych wynalazków nikt na prywatnych uczelniach nie studiuje. Z książki możemy dowiedzieć się masy ciekawych rzeczy o polskich państwowych uczelniach. Prosty doktor ma na takiej uczelni własny (wygodny, bez współlokatorów) gabinet z dobrze zaopatrzonym barkiem. Dwudziestodziewięcioletnia dziewczyna może być profesorem (uczelnianym bo uczelnianym, ale to szczegół techniczny) 😆 . Takich kwiatków jest tu od metra…

Akcje specoddziałów opisane są równie wiarygodnie, co codzienne życie uczelniane 😀 . Tu szczegółów nie będę zdradzał, bo zaspoileruję paskudnie – ale teksty typu “Dwóch operatorów osłaniało ogniem nacierających kolegów, stali niewzruszeni mimo gradu kul” (może by chociaż uklękli – a biorąc pod uwagę, że to centrum miasta, to schowanie się w jakimś budynku chyba zdrowsze by było) czy opanowany przez terrorystów urząd miasta na środku niepostrzeżenie ( 😀 ) zaminowanego przez tychże terrorystów skweru to tylko drobna część radosnej twórczości autora. Do tego dochodzi już zupełny drobiazg w postaci żołnierzy Specnazu uganiających się po naszym pięknym kraju na każde skinienie głównego bohatera…

Ogólnie:

  • Cycki: występują nawet na ilustracji, ale bez przesady
  • Sceny rzezi: są, w ilościach hurtowych
  • Realizm: dawkowany w minimalnych ilościach
  • Inne: stwierdzono występowanie wątków związanych z alchemią

Podbijmy piekło – co nam szkodzi?

Ok, skończyłem czytać Armageddon. Obiecane “trochę więcej”.

Stuart Slade to brytol, który wyemigrował do USA i tam pracuje dla “kompleksu przemysłowo-wojskowego”. W wolnym czasie gość pisze książki – wydał już kilka z alternatywną historią II wojny światowej, jego ostatnie dzieło to wspomniany Armageddon – jeszcze nie opublikowany, dostępny w odcinkach na forum stardestroyer.net (jakiś czas temu o tej stronie wspominałem w innym kontekscie).

Cegłówka rozmiarów przyzwoitych – 12 w wordzie wyszło ponad 500 stron – zwłaszcza, jak na coś opublikowanego w odcinkach na forum. Fabuła w zarysie wygląda tak: mamy rok 2008, Bóg  ogłosił Wiadomość: “Mam Was dość, bramy Nieba są od dawna zamknięte, umrzyjcie i poddajcie się władzy Szatana”. Najgłębiej wierzący posłuchali – położyli się i umarli, reszta krótko potem usłyszała wiadomość numer 2 – tym razem w wykonaniu Szatana: “Poddajcie się, albo moje armie Was zniszczą”. Reakcja była prosta: “Takiego Wała”. Ludzkość zaczęła przygotowywać się do wojny, krótko potem w Iraku otworzył się portal do Piekła, z którego wymaszerowała półmilionowa armia.

Wielkiego zaskoczenia nie będzie: diabły dostały wklep od połączonych sił Amerykańsko-Brytyjsko-Irańskich, z całej armii żywych wróciły do Piekła niecałe  cztery setki. Dalej też wielkiego zaskoczenia nie będzie: ludzkość postanawia podbić piekło, aby przynieść wolność torturowanym w nim ludziom. I oczywiście podbija. Ok – koniec streszczenia.

Książka generalnie kiepska jest, nie ma co ukrywać. Pomijam już konstrukcję postaci – w techno(horroro?)thrillerach to nie jest najważniejsze. Kiepsko jest pod innym względem. Po prostu od początku wiadomo, kto wygra. Armia z uzbrojeniem pochodzącym z epoki brązu, choćby nie wiem, jak liczna, po prostu nie ma najmniejszych szans z współczesną. Niestety (?) przez całą książkę  zadymy są wyjątkowo jednostronne, autor za bardzo skupił się na pokazaniu, jak to ślicznie można wklepać w ziemię dowolnie liczną ekipę barbarzyńców przy pomocy lotnictwa, artylerii i czołgów.

Ok – dlaczego więc doczytałem do końca? Dla niektórych tekstów. Pozwolę sobie na kilka cytatów:

Artillery is the King of War, Infantry is the Queen of the Battlefield. And it is well known what the King does to the Queen.
To akurat nie tekst Slade’a, a zapożyczony – ale miły, nie?

Edovin, Georgii Aleksandrovich, you are dead.
Yes Tovarish Colonel. But I am reporting for duty still.
That thought Parfenov represents dedication to duty even by Russian standards.

Fajnie walczyć w miejscu, do którego trafiają świeżo zabici żołnierze? Trudno powiedzieć, ale przynajmniej nie ma problemów z uzupełnieniami…

Army’s doing OK, we’ve recommissioned most of the Abrams and Bradleys we had in storage and we’re working on the M113s right now. Light note Sir, we had some idiot called Sparks turning up and demanding we name the M113 the Gavin and build our forces around them. Anyway, we drafted him and sent him to Alaska. Apparently there’s a shortage of latrines up there and he’d digging the new ones.

Tu informacja dla niezorientowanych – po necie szaleje niejaki Mike Sparks, wielki fan M-113,  uważający, że  US Army, Marines i najlepiej jeszcze pewnie Air Force powinny być zbudowane w całości wokół wariantów M-113. Ogólnie uważany za nieszkodliwego wariata i spamera (choć czasem można się z niektórymi jego tezami zgodzić – choćby tą o absolutnej beznadziejności Strykera). Taki mały in-joke, doceniony zapewne przez niejednego fana twórczości Sparky’ego 😀

Fajnych tekstów jest jeszcze sporo więcej – a i niezłych sytuacji sporo. Choćby Juliusz Gaius oglądający wraz z dwoma legionistami (znanymi skądś 😉 ) Rzym na DVD 😀

Ogólna ocena książki:

Pomysł: 4 ogólnie (skądś to znam, ale w Spellcrosie było ciekawiej), 3 za wykorzystanie (opowiadanie by wystarczyło, powieść to przesada)

Zadymy: 2 (z góry znany wynik)

Humor: 4 (bywa nieźle)

Znajomość bronietechniki: 4 (w kilku miejscach bym się przyczepił, ale ogólnie przyzwoicie…)

Ogólna ocena: 3 (można czytać w trakcie laborek)

Tak sobie czytam…

…książkę pod tytułem “Armageddon” niejakiego Stuart’a Slade’a i trafiłem na tekst miesiąca:

?If I may summarize my mission, I and my people are going to use an inter-dimensional rift created by a masochistic paranoid schizophrenic transsexual acting on information received from a turncoat succubus to invade Hell, start an insurgency with the aim of destabilizing the whole set-up there, subverting the rule of Satan and eventually organizing an internal coup to overthrow him.? ?

Inwazja z piekła i ludzkie armie klepiące diabły… Klimat jak ze stareńkiego Spellcrossa 😀 – niby głupie jak powieść Johna Ringo, ale wciąga. Więcej jak skończę.

You’re in the Army now…

Dwie książki o naszej kochanej Matce Armii ostatnio zaliczyłem. Pierwsza to Misjonarze z Dywanowa autorstwa Władysława Zdanowicza, druga to Paragraf 13 autorstwa Mariusza Paska.

Misjonarze opowiadają o naszych dzielnych żołnierzach pilnujących tambylców z Województwa Irackiego. Książka – jak każda o armii – dostarcza mnóstwa radości, idiotyzmów w tej instytucji jest tyle, że aż trudno napisać o niej cokolwiek poważnego. Szczerze polecam, sam nie mogę doczekać się drugiej części.

Jeszcze lepszy jest Paragraf 13. Książka opowiada o grupie bażantów – podchorążych z SPR w fikcyjnym Szczupakowie (autorowi na 99% chodziło o Węgorzewo). Poziom absurdu w tej książce spokojnie sięga tego, co działo się w Wojaku Szwejku. Aż prosi się o sfilmowanie…

Ostatni Centurion

Centurions were the guardians of Rome. At the height of the Roman Republic there were over five thousand qualified Roman Centurions in the Legions. To be a Centurion required that, in a mostly illiterate society, one be able to read and write clearly, to be able to convey and create orders, to be capable of not only performing every skill of a Roman soldier but teach every skill of a Roman soldier. Becoming a Centurion required intense physical ability, courage beyond the norm, years of sacrifice and a total devotion to the philosophy which was Rome.
When Rome fell to barbarian invaders, there were fewer than five hundred qualified Centurions. Not because Rome had fewer people but because it had fewer willing to make the sacrifices. And the last Centurions left their shields in the heather and took a barbarian bride . . .
We are . . . The Last Centurions.
And this Rome SHALL NOT FALL!

Właśnie skończyłem czytać kolejną cegłówkę z cyklu “czytadło do poduszki” – Last Centurion Johna Ringo. W skrócie: mocno polecam. Mimo, że gość twardo trzyma poziom niezbyt wysoki pod względem literackim, propaganda z serii “US Army jest najlepsza” wyziera spod każdej literki, a pierwsze pół książki to tak naprawdę traktat pod wezwaniem “czemu nie wolno wybrać Hilary na prezydenta” (drugie pół też ma trochę wstawek z tej serii), czyta się to świetnie. Przynajmniej mi.

Może to dlatego, że mam mocno prawicowe poglądy (i to nie w sensie polskiej “prawicy” – czyli pobożnych komunistów – ale okolice prawej strony Partii Republikańskiej). Może dlatego, że mimo całej “US ARMY is the best” Ringo samą walkę opisuje po prostu ciekawie (choć odnosiłem cały czas wrażenie, że musiał pisać to kawał czasu temu – część poświęconą dokonaniom Bandyty Sześć czyta się, jakby napisał to nastolatek opowiadający swoje fantazje wojenne). Może dlatego, że zgadzam się z nim w ocenie całego cyrku związanego z globalnym ociepleniem? A może te dwa zdania, które wtrącił o Polsce podniosły mnie na duchu (wreszcie jakiś obcokrajowiec myślący o nas dobrze – zresztą, widać to w kilku innych jego książkach). Cholera wie… Ale czytało się dobrze.

Ocena:

Sceny Rzezi 4/5

Ilość scen rzezi: 4/5

Cycki: 1/5

Ilość cycków: 1/5 (osobom mającym ochotę na coś z wyższą oceną w tej kategorii polecam serię Kildar – pierwszy tom wyszedł u nas jakiś czas temu. W obu kategoriach 3/5 do 5/5 zależnie od tomu i występowania upodobań BDSM u czytelnika)

Polityka i religia: 4/5 (lewicowcy i miłośnicy wielokulturowości oraz “prawdziwi Europejczycy” wystawią 0/5)

Ogólna przyjemność z czytania: 4/5 (gdyby postać Bandit Six nie zalatywała tak mocno sztucznością i superbohaterstwem na poziomie głównego bohatera JAG, byłoby 5/5).