Wyzwanie Fantastyczne Dzień 20

Dzień 20 – Gry fabularne/gry bitewne/gry planszowe, które i jakie są ci najbliższe?

Mamy pytanie z serii “studenci by się kłócili o jego znaczenie” – czy chodzi o to, który rodzaj gier jest mi bliższy, czy konkretne tytuły… Trudno, będą dwie wersje odpowiedzi

Wersja pierwsza – który rodzaj gier jest mi bliższy

Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, ten blog jest poświęcony grom bitewnym. Było parę słów o erpegach (głównie marudzenie na temat nowej edycji Kronik Mutantów), było coś o planszówkach (sprawdziłem – całe dwa posty nie dotyczące jakoś figurek do planszówek), ale trzymam się raczej gier figurkowych. Sporo moich znajomych bawi się w erpegi – ja od ponad dwudziestu lat nie (spróbowałem, było fajnie, ale to nie moja bajka). Czytam co prawda podręczniki do różnych systemów, ale to raczej po to, by rzucić okiem na ciekawe rozwiązania mechaniczne albo ze względu na interesujący świat. W RPG gram tylko na pececie – a i to tylko w niektóre tytuły (Bloodlines, Mass Effect, Arcanum, trochę innych tytułów, które z jakiegoś powodu mi bardzo podeszły).

Planszówki lubię, mam sporo (części trzeba się pozbyć bo słabe, część bardzo lubię), ale mając do wyboru zagranie w bitewniaka albo planszówkę – będę wolał bitewniaka. Lubię euraski (choć znajomi, z którymi najczęściej w euraski grałem zwiali ostatnio za granicę), lubię ameritrash, lubię połączenie jednego i drugiego (Gloomhaven jest genialny) – ale mimo wszystko to rozrywka mniej “pełna” od bitewniaków. Brakuje tu tej hobbystycznej strony całej imprezy. Jasne, jest sporo planszówek z figurkami – ale z reguły te figurki są jednak słabsze niż figsy do bitewniaków, odlane w gorszym materiale itp.

Wersja druga – konkretne tytuły, które są mi najbliższe

Zacznijmy od erpegów – tu niewątpliwie palmę pierwszeństwa dzierży pierwsza edycja Warhammera Fantasy. Zwyczajnie najdłużej grałem właśnie w WFRP i najwięcej wspomnień wiąże się z tym właśnie tytułem.

Teraz planszówki – Dominion i Splendor, dwa tytuły, przy których zawsze dobrze bawimy się z żoną. Agrykola i Kawerna – ten rodzaj gry zawsze jakoś dziwnie mnie ciągnął (to pewnie skutki grania za młodu w SimFarm). Twilight Struggle, przy którym spędziłem absurdalną liczbę godzin grając ze Szczurem partię za partią.

No i na koniec bitewniaki. Tu przede wszystkim trzy tytuły – czterdziestka, która przyciągnęła mnie do gier bitewnych swoim światem. Battletech (tu a nie w planszówkach – plansza w Battletechu nie jest koniecznym artefaktem) który był moim pierwszym bitewniakiem w czasach, gdy jeszcze nie wiedziałem co to takiego te gry bitewne. Warzone (edycje 1, 2 i UWZ oraz erpeg Kroniki Mutantów – w erpega nie grałem, ale fluffu w podręcznikach było sporo) – w Warzone byłem bardzo wkręcony przez długie lata, łącznie z organizacją turniejów i utrzymywaniem fanowskiej edycji. Obecnie jestem na odwyku od Warzone (pozbyłem się nawet figurek!) ale skłamałbym twierdząc, że ten system nie jest mi bliski.

Published by

Pietia

Informatyk, belfer, leń, amator dobrego wina, zimnego piwa. Przykładny mąż i ojciec